Po garniec muzycznego szalenstwa na koniec teczy
Przed wszystkim bylo poludnie. Znowu zwiedzalem to miasto. Tamiza ciagle zimna, brunatna. Dobry dzien dla samobojcow. Mostow nad rzeka jak wiewiorek na polu golfowym. Siedzimy i delektujemy sie byciem w swoim towarzystwie. Lubinski establishment zjechal do Londynu,. W oparach dewagacji nad stanem naszych losow nadganiamy nasze urwane rozmowy. Troche poganiam towarzystwo. Dzien szczegolny. Spoznienie wykluczone. Ten kto jest w Londynie pierwszy raz nie zdaje sobie sprawy ze to miasto odleglosci. Metro w trakcie wiekszych koncertow przepelnione. Uciekaja pociagi za pociagiem. Babilon. Podobno mowi sie w Londynie kazdym jezykiem swiata, albo inaczej - angielskim z akcentem kazdego jezyka swiata.
Faktycznie dzisiaj trzeba byc na miejscu w pore, trzeba zebrac przyjaciol po drodze. Spotykamy sie i jest atmosfera ekscytacji wewnetrznej. Ale nikt nie pokazuje. Wszyscy wydaja sie zadowoleni. A ja nie bardzo wiem z czego ? Sa dwie opcje: z koncertu po przezyciu ktorego prawdopodobnie bedzie juz mozna usiasc wyodnie w bujanym fotelu, palic cygaro i jedynie sie podejzliwie usmiechac, albo z tego, ze udało sie nam spotkac razem. Jeszcze brakuje paru osob, ale kiedys na pewno nam sie uda ze beda WSZYSCY. Tak jak za pieknych lat kiedy u Eda w ogrodku wynosilismy wersalke ze stodoly, a karkowka z grila popita domowym winem smakowala jak kawior u krolowej Elizabeth popity szklaneczka brandy. Powtorzymy to na pewno jak czas zaleczy wszystkie rany i znowu zbierze nas wszystkich zeby toczyc mordercza (tak tak) dyskusje przez noc do samego rana na tematy nurtujace pokolenie pieknych trzydziestoletnich Dwudziestego czwartego czerwca roku A.D dwa tysiace osiem stawilismy sie na koncercie na ktory czekalismy przez cale zycie. Moze wlasnie tak mialo byc … wszystko, nawet szczescie czlowieka to jedynie kwestia czasu. Cd nastapi…
dodane: 08-07-2008 ... przez: levy ... jako muzyczne, promieniste ...
