Wszystko na swoim miejscu… RADIOHEAD, 24th czerwiec, Victoria Park, Londyn

Calkiem normalnie . Kurteczka dzinsowa Yorka i kaptur Greenwooda.
Zaczeli jak zaczyna sie Tecza. Zwisaja wielkie rury ze sceny. Wbijaja sie w scene. Panuje zielone swiatlo. Ich oszczędny system oświetlajacy poraża nawet przy dziennym swietle, nie eksplozja a raczej magicznym zestawieniem Na razie gapimy sie na ekran za ich plecami. Kilkukolorowe obrazy muzykow. Migajace, nigdy nie pokazujace zbyt wiele calosci. Przechodzace obrazy do naszego mózgu z predkoscia 15 step na sekunde.
Jak by przyjzec sie subkulturze muzycznej fanow, to zdaje sobie sparwe ze zdefiniowac fana radiohead po ubiorze bedzie wrecz niemozliwe. To sa ludzie ulicy i przezyc. Niby tacy sami jak wszyscy , a jednak wyjatkowi.
Pierwsze doswiadczenie w tym dniu - emocjonalna koncentracja. Nigdy nie bedzie radiohead nalezal do mistrzow odgrywania jak z plyt. Moze uklady utworow beda takie same, ale wersja kazdego koncertu inna. Czujemy jak popadamy w jakas melancholijnosc. Na razie nie pozwalaja nam na histerie. Ale histeria przyjdzie pod koniec. Leniwie snuja swoje opowiesci. Duzo zagrali utworow lepiacych sie do duszy i slizgajace sie jak robak po ciele. Jakas taka automatyka transowa w Nathional Anthem i jednostajna czerwien migoczaca na scenie
everyone around here/everyone is so near/it’s holding on

czytaj dalej »

dodane: 12-07-2008 ... przez: levy ... jako muzyczne, myśli czyste, promieniste ... wciąż brak komentarzy »

Po garniec muzycznego szalenstwa na koniec teczy

Przed wszystkim bylo poludnie. Znowu zwiedzalem to miasto. Tamiza ciagle zimna, brunatna. Dobry dzien dla samobojcow. Mostow nad rzeka jak wiewiorek na polu golfowym. Siedzimy i delektujemy sie byciem w swoim towarzystwie. Lubinski establishment zjechal do Londynu,. W oparach dewagacji nad stanem naszych losow nadganiamy nasze urwane rozmowy. Troche poganiam towarzystwo. Dzien szczegolny. Spoznienie wykluczone. Ten kto jest w Londynie pierwszy raz nie zdaje sobie sprawy ze to miasto odleglosci. Metro w trakcie wiekszych koncertow przepelnione. Uciekaja pociagi za pociagiem. Babilon. Podobno mowi sie w Londynie kazdym jezykiem swiata, albo inaczej - angielskim z akcentem kazdego jezyka swiata.

Faktycznie dzisiaj trzeba byc na miejscu w pore, trzeba zebrac przyjaciol po drodze. Spotykamy sie i jest atmosfera ekscytacji wewnetrznej. Ale nikt nie pokazuje. Wszyscy wydaja sie zadowoleni. A ja nie bardzo wiem z czego ? Sa dwie opcje: z koncertu po przezyciu ktorego prawdopodobnie bedzie juz mozna usiasc wyodnie w bujanym fotelu, palic cygaro i jedynie sie podejzliwie usmiechac, albo z tego, ze udało sie nam spotkac razem. Jeszcze brakuje paru osob, ale kiedys na pewno nam sie uda ze beda WSZYSCY. Tak jak za pieknych lat kiedy u Eda w ogrodku wynosilismy wersalke ze stodoly, a karkowka z grila popita domowym winem smakowala jak kawior u krolowej Elizabeth popity szklaneczka brandy. Powtorzymy to na pewno jak czas zaleczy wszystkie rany i znowu zbierze nas wszystkich zeby toczyc mordercza (tak tak) dyskusje przez noc do samego rana na tematy nurtujace pokolenie pieknych trzydziestoletnich Dwudziestego czwartego czerwca roku A.D dwa tysiace osiem stawilismy sie na koncercie na ktory czekalismy przez cale zycie. Moze wlasnie tak mialo byc … wszystko, nawet szczescie czlowieka to jedynie kwestia czasu.               Cd nastapi…

dodane: 08-07-2008 ... przez: levy ... jako muzyczne, promieniste ... wciąż brak komentarzy »

It is the 21st century…

Kiedys ktos mnie zapytal jakie mam marzenie? Drapiac sie po glowie , rozwazylem pare wariantow mogacych mnie uczynic bogatym, genialnie urodzonym czy bogiem seksu dla kobiet. Gówno prawda. To wszystko namiastka tego co sie spelnilo. A spełnily sie nawet marzenia dwa.

Wszystko ma swoj poczatek w naszych glebokich wspomnieniach,Inwigilujemy swoje życie z nadzieja ze uda nam sie przechytrzyc swoje ulomnosci. Pustka jest tym bardziej wyczuwalna, kiedy nie ma wokolo nikogo. Mam uczucie jak stalem sie pionkiem z iluzja bycia kims wiecej. Jak to mowil Lennon “(the war is over)”. I faktycznie nie ma sensu walczyc ze swoja tozsamoscia, Trzeba przyjac zalozenie jednostki samowystarczalnej, nawet jak czlowiek samowystarczalny nie jest. Slabosci nasze to wymysl. Pracowanie nad soba to kwestia jedynie czasu, nic w tym nadzwyczajnego ze nauczymy sie mowic schludnie i bez zajakniec, ale czy nie dostaniemy wtedy po pysku od tego ktory nasluchal sie madrej mowy za duzo, Mozna sie nauczyc byc miłym dla ludzi , ale nie nauczysz sie jak zyskac prawdziwa milosc czy przyjazn, tak samo mozna wytresowac morska swinke zeby nauczyla sie budowac jachty i wystartowala w regatach, przeciez morska jest sama w sobie. Nie bedę wiecej wkladal w slowa nadto dygresji , bo i tak domysly poza tym ze sa specjalnoscią ludzka ( a potem zwykle staja sie żałoska siarka w oku ) niewiele pomoga w tym, ze zrozumieja to tylko wszystko ci, ktorzy byli i przezyli w tym samym miejscu i czasie, z tym samym tanczacym rytmie serca. Alleluja.

Wiec pisze dla tych co byli. Niech nam wspomnienie trwa… a to jest dopiero poczatek. Zamknij oczy i wyobraz sobie, ze tak ma byc przez cale zycie-uwierzysz to bedzie. Mysle ze wtedy mozna bylo uslyszec mowe sladajacych gwiazd, w akompaniamencie teczowych dzwiekow , w zapomnieniu o tym co boli, i ze jeszcze wszystko bedzie mozliwe…

cd nastapi

dodane: 03-07-2008 ... przez: levy ... jako muzyczne, promieniste ... wciąż brak komentarzy »